Generator dziwnych dźwięków

by terror303 ~ Sunday 03/25/12 10:40 PM

Między gotowaniem zupy czosnkowej, a szczotkowaniem kota popełniłem kolejny mały syntezatorek. To projekt znany szerzej jako WSG – Weird Sound Generator. Wg. autora (MFOS) jest idealną wprawką przed wkroczeniem w świat dorosłej syntezy dzwięku. Zanim się jednak wkroczy, trzeba wyważyć drzwi okablowania panelu przedniego. Przeżyłem ten ból i powiem, że każdego początkującego może odstraszyć. Stworzyłem więc to: jednostronna wersja WSG z potencjometrami i przełącznikami montowanymi wprost do płytki. Nie jestem pewien, czy właśnie na to czeka świat, ale stało się. Zbudowane, przetestowane, estetyka na poziomie roztocza. Szału nie ma, ale biorąc pod uwagę koszt (35zł bez gałeczek, elementy mechaniczne to ok. 70% ceny), nie jest źle. Domeną WSG są dźwięki syren, drony i wszelkie ambientowo – mechaniczne pojękiwania. Całość zasilana jest z baterii 9V, moża więc sobie potworzyć muzykę dronową na słuchawach w tramwaju.

Płyteczka zrobiona po staremu metodą fotochemiczną, nie bawiłem się w “pola masy” i żałowałem podczas trawienia :/ Ścieżki są trochę ponadgryzane, czego na zdjęciach nie widać. Jak wspomniałem, potencjometry i przełączniki wlutowano w płytkę – i tak, wiem, że są specjalne wersje “do druku”, ale dostanie ich w sklepie to niezły sukces – dlatego zaadaptowałem wersje “przewodowe”. Wymagało to niestety wywiercenia dość sporych otworów, co nie ułatwiało lutowania. Rozmary płytki, jak widać, zdeterminowane są głównie przez rozmieszczenie potencjometrów – odpuszczając sobie nastawę głośności i prezyzyjną nastawę częstotliwości odcięcia filtra, można ją znacznie odchudzić.

Poniżej demo.

Jak na tak ekstremalnie prosty układ (6 generatorów + filtr) brzmi, powiedzmy, ciekawie. Czasami denerwująco, nie wątpię jednak, że znaleźć można dla niego zastosowanie.

Eric Archer vs Tim Escobedo vs Wasz Kochany Admin – walka VCF

by terror303 ~ Saturday 01/28/12 03:55 PM

Pod koniec ubiegłego roku zapragnąłem budować sobie jakiś filtr dolnoprzepustowy, tak w ramach relaksu i zrobienia sobie przyjemności (wiem, że może wydawać się to dziwne, ale nic na to nie poradzę). W oko wpadły mi 2 schematy: “DIY analog LP-VCF” Erica Archera i “9V powered MS-20 Sallen-Key LP VCF” Tima Escobedo. Są to filtry dolnoprzepustowe, przestrajane napięciem, działające z baterii 9V (jest to dość unikalne, znaczna większość filtrów “muzycznych” wymaga zasilania +/-15V). Filtry te zbudowane są wokół podwójnego wzmacniacza transkonduktancyjnego LM13600 (LM13700) i starają się udawać układ znany z syntezatora KORGa MS-20, wersja OTA. Dlaczego akurat postanowiłem położyć swe łapska na analogowych filtrach / syntezatorach? Z racji zacofania technologicznego naszego Kraju, dostępnych jest od groma części w USA uznanych za “obsolete” i “extreme rare”. LM13700 leżą na ulicy, NE566 kupuję koło piekarni za 2zł, BC108 dodają gratis do każdego zakupionego kilograma ziemniaków, a za 3 piwa kupel odda ci swojego MOS6581 z pocałowaniem. Niestety działa to również w drugą stronę – elementy standardowe w USA są u Nas rarytasem, ale przy odrobinie chęci można je dostać. Powyższe przesłanki prowadzą do prostego wniosku – Polska to raj do budowania urządzeń z lat 70-80. A i Pan z elektronicznego się ucieszy, że pozbawiam go zalegającego towaru.

Poniżej schemat układu w wykonaniu Erica Archera. Przypomina ona konstrukcję z MS-20, różni się jednak “ścieżką” sprzężenia zwrotnego. Dodatkowo znajdziemy mikser sygnału odfiltrowanego i wejściowego (podejrzewam, że powstał w wyniku zagospodarowania wolnego 1/2 LTC2272). Zastosowano ciekawy scalak TLE2426, pozwalający w prosty sposób uzyskać sztuczną masę. W projekcie Tima Escobedo, rolę tą pełni układ z dwoma czerwonymi LEDami – napięcie zasilania wzmacniaczy operacyjnych w tym przypadku nie jest jednak w pełni symetryczne.

 Żeby nie było, że oszukuję, że niby nic nie polutowałem, zamieszczam piękną fotkę prototypu. Może wydawać się dziwne, że prototypy buduję nie na płytkach uniwersalnych, ale dla każdego robię osobny projekt płytki, wytrawiam, wiercę itd. Więc wyjaśniam: lubię projektować płytki i je wytrawiać. To mnie relaksuje.

Filtr LP, projekt Eric Archer, wykonanie Terror303

Schemat filtru projektu Tima Escobedo (docelowo stworzonego jako efekt gitarowy) znajduje się niżej. Największy problem stanowiło znalezienie kondensatora 680pF foliowego. 99% dostępnych w sklepach stacjonarnych to ceramiczne.

Do kompletu zdjęcie prototypu (właściwie co to za prototyp, skoro ktoś już ten układ zbudował i uruchomił). Do kompletu zdjęcie nędznej kopii.

Filtr LP, projekt Tim Escobedo, wykonanie Terror303

Moja wizja filtra zrealizowana jest na “płytce uniwersalnej”, pozwalającej na stworzenie wielu jego wersji, stąd też duża liczba zworek. Dokładne parametry mojej konstrukcji owiane są tajemnicą (jestem w trakcie poszukiwań optymalnych parametrów), jednak mogę zaprezentować próbkę brzmienia oraz fotkę. Stwierdziłem, że jest na tyle dobry, że zasługuje na gałeczki.

Filtr LP/HP, projekt Terror303, wykonanie Terror303

Poniżej porównanie filtrów (mojego i Erica Archera), miłego wyciągania wniosków.

Mój filtr docelowo znajdzie się w nowym projekcie, który tradycyjnie już powali świat na kolana. A teraz wystarczy mi, że mi się podoba.

Coron DS-8 – klon

by terror303 ~ Wednesday 12/28/11 03:17 PM

Próbę stworzenia perkusji elektronicznej podjąłem zaraz po skończeniu kitu woltomierza. Był to mój drugi projekt, rozpoczęty jakoś w roku 2005 – ze względów oczywistych skazany był jednak na niepowodzenie. Niedawno moje marzenia odżyły i zabrałem się za stworzenie perkusji analogowej. Brzmienie takiego urządzenia jest dość specyficzne i niekoniecznie ma wiele wspólnego z konwencjonalną perkusją. Myślę, że usłyszałem je po raz pierwszy w utworze Kombi – “Słodkiego, miłego życia” (charakterystyczne solo pod koniec utworu). No i stało się. Na ogień poszedł Coron DS8, głównie ze względu na połączenie prostoty konstrukcji z bardzo przyzwoitymi możliwościami. Usłyszeć go (chyba) można w utworze Rose Royce – “It is love you are after”.

A teraz ciekawostka. Szukałem czegoś na temat tego modułu w języku polskim. Znalazłem wątek na Elektrodzie dotyczący Corona DS7 (krótko mówiąc, to DS8 bez generatora szumów) oraz wpis: “(…) Doceniam wkład pracy, trud i znój, ale brzmienie tego urządzenia jest dość fatalne. W dodatku syntezator perkusyjny bez szumu to trochę śmieszne. (…) Nie mam zamiaru tutaj pogardzać twoją pracą, czy atakować, dziwię się jednak, że spośród wielu gotowych projektów wybrałeś właśnie ten. (…) “. Pomyślałem: “Co za cham i burak to napisał, nie zna się, nie wie, co dobre”. Niestety, wpis ten był mój. Ale od tego czasu mój gust uległ zmianie i nie widzę w tym urządzeniu nic niewłaściwego.

W stosunku do poprzedniego przedstawionego syntezatora ten jest banalny. Możliwości kreowania brzmienia wydają się niewielkie, ale to złudzenie. Przy delikatnym muskaniu gałek paluszkami można wykrzesać całkiem sporo (najciekawsze rzeczy dzieją się przy skrajnych położeniach potencjometrów). Mamy więc soczysty analogowy beat, szumiące werble, metaliczne dzwony, strzały z pistoletów laserowych, wibrujące linie basowe i pomruki jeża. Po podłączeniu gitarowego fuzza i zastosowaniu stylu “szybkiego palca” można z powodzeniem grać hardcore, terrorcore lub speedcore. Mając do dyspozycji kilka takich modułów, bez problemu zbudujemy całą perkusję. Działanie urządzenia przedstawia poniższy filmik.

Do modułu można podłączyć zewnętrzny sygnał wyzwalający i korzystać np. z sekwensera lub zewnętrznego pada, albo uderzać w obudowę. Schemat funkcjonalny urządzenia przedstawiono na rycinie. Całość oparta jest o generator przebiegu trójkątnego z możliwością przestrajania częstotliwości (VCO). Częstotliwość ta zależy od częstotliwości podstawowej generatora – pokrętło VCO, wyjścia generatora trójkątnego przebiegu wolnozmiennego – pokrętła RATE (częstotliwość LFO) oraz MODE (głębokość modulacji), wyjścia generatora obwiedni częstotliwości  – pokrętło SWEEP (zakres zmian). SENSE to czułość wejścia wyzwalającego (lub pada), PAN – miksowanie wyjść generatorów VCO oraz generatora szumu, OUTPUT – amplituda sygnału wyjściowego. Istnieje także możliwość wyboru koloru szumu dla generatora szumów. Koszt wykonania oscyluje wokół 40zł. Schematu nie zamieszczę, bo znalezienie go to nie problem.

Za projekt panelu oraz jego wycięcie dziękuję Elkagato. Za zdjęcia dziękuję Diesowi.

 

SoundLab Minisynth – analogowy potworek

by terror303 ~ Thursday 12/08/11 03:09 PM

Pewnego razu, gdy próbowałem zabić nudę, trafiłem na projekt małego syntezatora analogowego – Music From Outer Space (MFOS) SoundLab Mini-synth. Radośnie stwierdziłem, że sprawię sobie prezent i zbuduję go. Autor oczywiście udostępnił wzór ścieżek niezbędny do zrobienia płytki we własnym zakresie, ale w dość niskiej rozdzielczości. Na podstawie informacji ze strony stworzyłem wersję kompatybilną, jednak jednostronną, przez co prostszą do wykonania samodzielnego. Projekt przerobiłem delikatnie na polskie warunki – zamiast pudełka po kanapkach użyłem pięknej, krajowej, czarnej obudowy pulpitowej, zaprojektowałem także panel przedni – piękny i funkcjonalny zarazem (a co!).

Syntezator ten “reklamowany” jest jako świetny projekt dla początkujących, młodych ludzi, pragnących wdepnąć we wspaniały świat analogowej syntezy dźwięku.  Mnie doprowadził prawie na skraj załamania nerwowego, głównie za sprawą opisu konstrukcji urządzenia. Jest on mniej więcej taki: pierwsza strona – “zbuduj mnie, jestem prostym, dobrze udokumentowanym projektem!”; druga strona – “zapewne zauważyłeś, że filtr działa nie tak, jak trzeba, podobnie synchronizacja generatorów, itd. Musisz zmienić wartości 10 rezystorów i dorobić parę “pająków”"; strona trzecia – Roman Z. z Kanady przedstawił swoją modyfikację, jest świetna, zmień wartość rezystora z X na Y i wyrzuć kondensator C; strona czwarta – najlepiej od razu weź się za zbudowanie SoundLab PLUS, który dodatkowo zawiera układ “sample and hold” i posiada własne odrębne zbawienne modyfikacje. Jednym słowem, delikatnie mówiąc, bałaganik. Ale przebrnąłem przez to, zbudowałem i uruchomiłem.

Parę słów o samym syntezatorku – składa się z: 2x generator sterowany napięciem, 1x generator przebiegów wolnozmiennych, 1x generator obwiedni Attack-Decay, 1x filtr dolno/pasmowoprzepustowy sterowany napięciem, 1x mikser. W skrócie mówiąc, urządzenia posiada wszystkie elementy „dorosłego” syntezatora, jednak ze znacznie uproszczonymi modułami. Z tyłu urządzenia znajdują się dwa wejścia napięć przestrajających generatory, wejście sygnału „gate” dla generatora obwiedni oraz wyjście liniowe. Całość zasilana jest dwoma bateriami 9V, można więc poszaleć w plenerze (urządzenie współpracuje także ze słuchawkami).

Urządzenie z bólem zmieściło się w standardowej obudowie Z-33A. Główny problem związany był z panelem przednim. Nawierciłem łącznie 48 dziur, do okablowania zużyłem ok. 15m przewodu (ile ja się naprzeklinałem, lutując to wszystko!). Z panelem przednim związana była też prawie połowa wszystkich kosztów. Opis panelu stworzony w InkScape, wydrukowany i zalaminowany. A jak gra? Filmik poniżej.

Na deser krótkie podsumowanie. Wyrażę się najdelikatniej jak potrafię: zbudowany układ można nabyć w USA za 300$, w EU widziałem za 200 euro. Gdybym za taką cenę go zamówił, to po poznaniu jego możliwości ostro bym się wkurzył. Za 399$ można nabyć np. Dave Instruments Mopho, który miażdży SoundLaba na każdym kroku – ale nie daje możliwości polutowania 15 metrów przewodów. Mnie syntezatorek wyniósł ok. 140zł, czyli niecałe 50$, nie licząc oczywiście robocizny. Jak za tą cenę, nienajgorzej. Poza tym kręcenia fizycznie istniejącymi gałkami, w przeciwieństwie do “miziania” ekranu dotykowego daje kupę frajdy.

Za zdjęcia dziękuję: Elkagato, Dies

 

Zegar “BIT.TRIP”

by terror303 ~ Sunday 09/04/11 11:51 AM

“BIT.TRIP BEAT” to gra, którą poznałem parę lat temu. Jest dość niezwykła, ale nie będę się rozpisywał. Urzekł mnie w niej szczególnie font wykorzystany do podawania wyniku gry. Był to nietypowy, kanciaty, wyświetlaczowy krój 4×3, o niezwykle niskiej rozdzielczości. Jako wielki fan niskiej jakości, zakochałem się od pierwszego ujrzenia.

Co do fonta. Oczywiście najprościej wykorzystać go można było do budowy zegara cyfrowego. I tak rozbiłem. Od początku rzucano mi kłody pod nogi. Nie mogłem dostać diód zielonych kwadratowych bez kołnierza (nie wiem, jak to się naprawdę nazywa, ale to takie coś, co nie pozwala umieścić LED-ów ściśle obok siebie). Zaowocowało to osobistym szlifowaniem pilnikiem każdej z 49. Następnie niezidentyfikowany osobnik połamał mi obudowę. Na końcu usłyszałem, że mój projekt jest brzydki. Nie poddałem się jednak. Zbudowałem, zaprogramowałem, zasiliłem.

Zegar oferuje dokładność ok. 1 minuty na rok (za sprawą DS3231), co jest wynikiem bardzo przyzwoitym. Podtrzymanie bateryjne zliczania czasu czyni go niewrażliwym na brak zasilania. Sercem jest nieśmiertelna ATmega8 (nieśmiertelna głównie dlatego, że mam ich w domu cały worek). Ponieważ diody zielone-oliwkowe są świecą bardzo przeciętnie, multipleksowanie odpadało. W związku z tym, każdy LED wysterowany jest bezpośrednio przez rejestr szeregowo-równoległy. Istnieją rozwiązania, które ograniczyłyby ilość elementów o co najmniej połowę, jednak ich egzotyczność spowodowałaby problemy w ewentualnym późniejszym odtworzeniu zegara. Płytki jak zawsze wykonane metodą fotochemiczną, zabezpieczone lakierem bezbarwnym.

Obudowa składa się z ramki na zdjęcia, przyciętego kawałka pleksi, folii do przyciemniania szyb, kartki ze szkicownika do suchych pasteli oraz kartonu.

Powiem wprost, że zegar jest idealny, śliczny, o dziwo czytelny, prezentuje się nienagannie, budzi podziw oglądających, jest pierwszym cyfrowym, opartym o matrycę 4x4x3, wykorzystującym zaprezentowany font i jestem z niego dumny. O! Więcej do powiedzenia nie mam.

Pierwsze zdjęcie, perła tego wpisu, wykonane przez Diesa.

Stylosynth70 – rekonstrukcja stylofonu

by terror303 ~ Sunday 07/10/11 11:09 AM

Większość kwestii technicznych przedstawiłem w ostatnim poście, wiec teraz obejdzie się bez bólu. Replika stylofonu została zbudowana (i ochrzczona jako Stylosynyh70), przetestowana i ograna. W stosunku do oryginału odpuściłem wyjście liniowe, które tak do niczego się nie nadawało. Maskownica głośnika wycięta została z miernika Meratronik (służyła jako otwór wentylacyjny). Obecnie dostępne są odpowiedniki wszystkich elementów zastosowanych w oryginalnym stylofonie poza produkowanymi na zamówienie drabinkami rezystorowymi. Wiele problemów nastręcza znalezienie głośnika o impedancji 75 Ω – jego zamiennikiem może być głośnik 50 Ω stosowany w domofonach i słuchawkach. W oryginalnym projekcie użyto drabinek rezystorowych produkowanych na zamówienie, toteż dla dokładnego odwzorowania użytych rezystorów zastosowano połączenie szeregowe rezystora i potencjometru montażowego. Pierwotnie miałem zastosować połączenie równoległe rezystorów szeregu 1%, ale ze względów na dostępność w sklepach stacjonarnych zrezygnowałem z tej koncepcji. Panel przedni został solidnie pocynowany, co jak mam nadzieję, zabezpieczy go przed nadmiernymi obtarciami. Przełącznik z lewej włącza efekt “vibrato”, z prawej urządzenie. Piórko można odłączyć, gniazdo znajduje się z boku obudowy. Podobnie jak w oryginale, układ zasilany jest z baterii 9V.

Sposób gry, za pomocą piórka, jest bardzo wygodny i dla tak małego urządzenia chyba nie ma lepszego. Problem występuje przy szybkich przejściach między oddalonymi nutami, gdyż trudno jest szybko w nie trafić. Syntezatorek jest całkiem głośny, a nauka gry trwa tyle co wzięcie go do ręki. Jestem zdecydowanie zadowolony, poniżej film z działania, na którym nieznana osoba gra motyw z Rockiego.

Piec gitarowy “Złoty XXIII”

by terror303 ~ Friday 07/08/11 10:02 PM

W dłonie, w cenie równej czterem Żubrom, wpadł mi uszkodzony piecyk gitarowy, produkcji krajowej. (Pierwotnie opisywany jako klasyczny amerykański lampowy piec koncertowy z lekkim uszkodzeniem). Sprawny był głośnik oraz częściowo obudowa, wzmacniacza i zasilacza brakowało. Postanowiłem nie inwestować w niego kokosów i uruchomić go jak najniższym kosztem. Zdecydowałem się na wzmacniacz Ruby, którego koszt wyniósł ok 7zł. Obudowa wzmacniacza zrobiona z kartonu owiniętego taśmą, gałki potencjometrów z korka. Zamówiłem z A%@!#o zasilacz, 6zł z przesyłką. Cały piecyk, wliczając cenę piwa, wyniósł 23zł. Opcjonalnie piec działać może na 8 bateriach lub akumulatorach AA, co daje łącznie ok. 20 godzin grania po kniejach i łąkach. Z racji rozmiarów samego wzmacniacza, wygospodarować udało się także półeczkę na kanapki. A jak to gra? Bardzo głośno. Zadziwiająco głośno. Znacznie głośniej, niż się spodziewałem. Wg. projektanta układu, to cudo ma 0,5W. Ale jak to powiada mój kuzyn, są różne waty i wat watowi nierówny.

Do budowy układu wykorzystano elementy dobrej jakości, nie sępiąc na kondensatorach, starałem się też ładnie wszystko na płytce ulokować (mimo, iż tak nikt pewnie tego na oczy nie zobaczy). Wzmacniacz kartonowy, ale zrobiony zgodnie ze sztuką. Na zakończenie wpisu przytoczę fragmencik mojego ulubionego serialu, “Drużyna A”. Hannibal grał rolę potwora morskiego i miał wynurzyć się z oceanu, rycząc. Ten jednak wyszedł, i zaczął delikatnie pomrukiwać. Reżyser pyta: “Co ty robisz?”. Hannibal odpowiada: “Chciałem nadać potworowi głębi, charakteru”. Reżyser krzyczy:”Głębi? My tu kręcimy tandetny horror!”. Hannibal: “To, że jest tandetny nie znaczy, że muszę grać źle”.

Poniżej filmik z działania, bez dodatkowych efektów.


Stylofon – fakty, nadzieje i droga do upadku

by terror303 ~ Saturday 06/04/11 02:01 PM

Dziś pora na nudny wpis. Stworzyłem pewne małe, zgrabne urządzonko i nagromadziłem przy tym takie ilości materiałów, że bardzo brzydko byłoby się nimi nie podzielić. Oczywiście nie mam zamiaru zanudzać, że to najbardziej kompleksowy opis, jaki na ten temat można znaleźć, nie tylko w materiałach polskich, ale i zagranicznych, ale kogo by to obchodziło. Poniżej masa faktów technicznych, jak nie przeczytasz, nie tylko się nie obrażę, ale i głęboko zrozumiem.

Stylophone jest przenośnym, miniaturowym syntezatorem dzwięku, stworzonym w roku 1967, produkowanym w latach 1968 – 1975, wznowionym z wieloma modyfikacjami w 2006. Jego charakterystyczną cechą jest sposób działania – użytkownik ma do dyspozycji stylus oraz metalową klawiaturę, gra polega na zamykaniu obwodu: zasilanie – stylus – metalowy pad klawiatury – odpowiadający rezystor w obwodzie generatora. (Podobne instrumenty: Gakken SX150, Dr Bohm Hobbyton). Zdjęcie po lewej, nie moje, ale na licencji GNU Free Documentation, przedstawia stylofon w wczesnych lat produkcji w akcji.

Lata produkcji 1968-1975

Syntezator jest układem w pełni analogowym i składa się z generatora podstawowego (VCO) oraz załączanego opcjonalnie generatora przebiegów wolnozmiennych (LFO), modulującego częstotliwość przebiegu wytwarzanego przez generator podstawowy – uzyskiwany jest efekt vibrato. LFO generuje przebieg zbliżony do trójkątnego, o częstotliwości ok. 7 Hz. Użytkownik ma możliwość dostrojenia częstotliwości generatora podstawowego – wraz ze spadkiem napięcia zasilania, urządzenie rozstraja się. Regulację głośności zaimplementowano dopiero w wersji z lat 1974?-1975, w pierwszych wersjach projektanci urządzenia radzą po prostu przysłaniać ręką głośnik. Wszystkie wersje posiadają wyjście liniowe – za sprawą zastosowanego filtra górnoprzepustowego, sygnał wyjściowy różni się od sygnału przetwarzanego przez głośnik – z tego powodu muzycy najczęsciej używają stylofonu przykładając go do mikrofonu. Schemat blokowy opisanego układu przedstawiono poniżej.

Schemat blokowy stylofonu dla modeli z lat 1968-1975

Produkowane były 3 wersje: standardowa, basowa, sopranowa (różnica w budowie polegała na zmianie wartości jednego rezystora i kondensatora w układzie generatora). W związku z powyższym, budowa wersji ze zmianą tonacji za pomocą przełącznika (np suwakowy, 2 sekcje, 3 położenia) nie powinna stanowić problemu.

W latach produkcji oryginalnego instrumentu (1968 – 1975) wielokrotnie zmieniały się zastosowane komponenty. Różnice dotyczyły głownie obwodu głównego generatora – poszczególne wersje bazowały na:

- 1-sza wersja – 1968 - ? – diodzie pojemnościowej i tranzystorze jednozłączowym (generator relaksacyjny),
- 2-ga wersja – ? – 1974? – tranzystorze jednozłączowym (generator relaksacyjny),
- 3-cia wersja – 1974? - 1975 – układ scalony 555.

Pierwotnie drabinka rezystorów, za pomocą której generator był przestrajany, zbudowana była z pojedynczych rezystorów (większość spoza standardowych szeregów), później zastąpiono ją dwoma układami integrującymi po 10 rezystorów. Widoczna jest tu wyraźna tendencja – im nowsza wersja, tym konstrukcja bardziej uproszczona (i ponoć gorzej brzmiąca).

Przebieg zarejestrowany na zaciskach głośnika podczas pracy stylofonu (wersja 2, LFO wyłączone), częstotliowść ok. 200 Hz

Obecnie dostępne są odpowiedniki wszystkich elementów zastosowanych w oryginalnym stylofonie, poza produkowanymi na zamówienie drabinkami rezystorowymi. Wiele problemów nastręcza znalezienie głośnika o impedancji 75 om – jego zamiennikiem może być głośnik o impedancji 50 om stosowany w domofonach i słuchawkach telefonicznych.

Stylofon nie nadaje się dobrze do circuit-bendingu – ze względu na prostą konstrukcję, większość modyfikacji przestraja częstotliwość generatora podstawowego lub powoduje przesterowanie. Stosunkowo łatwo dodać można funkcję zmiany głośności oraz częstotliwości pracy generatora LFO.

Produkcja po roku 2006

W roku 2006 wznowiono produkcję instrumentu, jako retro-gadgetu. Generator bazuje na specjaliowanym układzie cyfrowym (integrującym VCO i LFO) i wersja ta ma niewiele wspólnego z oryginalnym projektem. Zastosowano prawdopodobnie syntezę wavetable. Wzmacniacz tranzystorowy zastąpiono zintegrowanym LM386, dołożono wejście liniowe, umożliwiające wykorzystanie urządzenia jako przenośnego głośnika. Użytkownik ma do wyboru jedno z 3 brzmień. Schemat blokowy nowego rozwiązania zaprezentowano poniżej:

Schemat blokowy stylofonu dla modelu z roku 2006

Schematy

Poniżej schematy bez wartości elementów, mają cel wyłącznie poglądowy – prześledzić można ewolucję układu.

Wersja V1 jest trudna do realizacji ze względu na brak dokładnej specyfikacji niektórych elementów. Układ generatora relaksacyjnego bazuje na tranzystorze jednozłączowym i diodzie pojemnościowej. Produkcja układu rozpoczęta w roku 1968. Łatwa do rozpoznania, na płytce drukowanej widać rząd pojedynczych rezystorów przestrajających generator. Większość z tych rezystorów pochodzi z poza standardowych szeregów, a ich wartości są takie same w wersjach V1, V2 i V3. Jest to wersja najbardziej skomplikowana.

Dla wersji V2 wszystkie wartości elementów są znane, wersja ta produkowana była do roku 1974. Pojedyncze rezystory w układzie przestrajania generatora zastąpiono produkowaną za zamówienie drabinką rezystorową, możliwą do odtworzenia za pomocą rezystorów ze standardowego szeregu i potencjometru lub połączenia 2 równoległego dwóch rezystorów z szeregów E24  lub wyższych (ze względu na precyzję doboru rezystancji). Tranzystor jednozłączowy (UJT) zastąpić można programowalnym tranzystorem jednozlączowym (PUT). Wersja prostsza od V1, jednak nie ustępuje jej brzmieniowo.

Układ V3 bazuje na popularnym timerze 555. Timer ten wprowadzony do sprzedaży został w roku 1971, był jednak na tyle drogi, że w stylofonie zastosowano go dopiero w 1974, gdy cena spadła.  Wersję tą produkowano krótko, ze względu na spadek zainteresowania i konkurencję ze strony “poważniejszych” urządzeń. Wszystkie wartości elementów dla V3 są znane, jednak brzmienie jest mniej nieatrakcyjne niż w wersjach poprzednich. Produkowana do 1975 roku jest ostatnią, jaką można uznać za “oryginalną”.

Po roku 2006 to już dramat, schematu nie zamieszczę. Byle taniej, szybciej i do przodu. Główny układ generatora jest cyfrowy i nieosiągalny, brzmienie ponoć też już nie to co kiedyś.

Mówiąc krótko: do rekonstrukcji obstawiam wersję V2, ale o tym więcej w kolejnym poście (i nie chodzi tu o powstrzymanie się od jedzenia).

Koss KSC75 PortaPro

by terror303 ~ Thursday 06/02/11 09:22 AM

W kwietniu stanąłem przed trudnym zadaniem zakupu nowych słuchawek przenośnych. Wybór jest duży, jednak po odrzuceniu niewygodnych, brzydkich lub niedostępnych w kraju okazało się, że podczas drogi do pracy będę musiał zadowolić się szczekaniem psów i nawoływaniem dresów. Uwagę moja przykuły słuchawki KOSS KSC75 – sprzedawca zapewnił mnie, że są bardzo niewygodne, a to za sprawą mocowania do ucha za pomocą druta. Poza tym wrażenie wywierały dobre – grały bardzo ładnie i nie były zabójczo brzydkie (chociaż i tak urodą nie grzeszyły). No i cenowo przystępne. Tylko niewygodne niczym męskie stringi z futra borsuka.

Wpadłem na plan – przeszczepię pałąk ze słuchaw KOSS PortaPro. Teoretycznie słuchawki tego samego producenta powinny mieć podobne mocowanie przetworników. Jak to w praktyce bywa, pomyliłem się. Były podobne, lecz mniej niż myślałem, ale to okazało się już po zakupie. Przy użyciu mini wiertarki z końcówką szlifującą zmodyfikowałem mocowanie, jego wygląd po przeróbce pokazuje zdjęcie poniżej.  W stosunku do oryginalnego uległo ono skróceniu tak, aby zagłębienia, w których wpasowują się przetworniki, znalazły się bliżej krawędzi. Przepraszam za kadr, w jednej ręce miałem wiertarkę, w drugiej aparat.

Słuchawki powiedziałbym, wyglądają jak fabryczne i grają lepiej od Koss PortaPro. Szczególnie bas jest mniej narowisty i lepiej kontrolowany. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że pomysł był dobry i opłacalny. Obawy może budzić wtyczka mini-jack, która jak na moje oko roku nie przeżyje. Co zrobić, jak odpadnie, będzie pole do dalszych zabaw. Na zakończenie widok dawcy powyżej, pozdrawiam także pana ze sklepu w Poznaniu, który nie wierzył, że da się to zrobić.

Przedwzmacniacz mikrofonowy “Kwadrat”

by terror303 ~ Wednesday 06/01/11 08:40 PM

Jest to przedwzmacniacz mikrofonowy do komputera. Wygląda tak brzydko i nudno, że mój osobisty fotograf nie chciał go sfotografować. Nie jest także zbyt szalony. Na wstępie odrobinę historii… historii… historii…   (dźwięk retrospekcji, obraz zaczyna falować).

Około roku 2009 temu odczułem nagłą potrzebę rozbudowy mojego domowego studia nagrań (złożonego z komputera i dobrych chęci). Chciałem zaopatrzyć się w mikrofon studyjny, potrzebowałem więc przedwzmacniacza mikrofonowego z zasilaniem fantomowym. Moją uwagę zwrócił projekt AVT2703, “przedwzmacniacz mikrofonowy wysokiej jakości”. Dość tanio znalazłem układ SSM2017 (20zł), więc postanowiłem że sobie takie cudo zbuduję. Jako że płytka do zabójczo skomplikowanych nie należy, zamówiłem ją. Oczywiście był to pomysł zły. Nie, że AVT to zła korporacja, ale po prostu może projektanci jej płytek mają części z roku 2050.

W stosunku do oryginalnego projektu dodałem przełączniki obrotowe z fikuśnymi gałkami-kurczakami, by móc regulować wzmocnienie (w zakresie +19 – +60 dB) oraz hebelkowe przełączniki zasilania fantomowego +48V. Przedwzmacniacz posiada 2 niezależne kanały. Wejścia mikrofonowe to XLR (symetryczne), wyjścia RCA lub mały jack (rozwiązane podpatrzone z konstrukcji bardziej profesjonalnych). Zasilacz został wyrzucony na zewnątrz obudowy w zminimalizowania wpływu zakłóceń.

Całość zamknęła się w 150zł i współpracuje obecnie z mikrofonem pojemnościowym MXL990. Na koniec mała uwaga: nie oszczędzać na gniazdach. Skusiłem się na chińskie XLR-y – w końcu kosztują 2,5zł, a wyglądają prawie jak firmowe Neutrik za 15zł.  W efekcie mojego sknerstwa w gnieździe uwięziony został przewód, kosztujący wielokrotnie więcej. Skończyło się na straconych nerwach, godzinnej walce z topornym gniazdem, a na końcu i tak wymieniem na produkt Neutrika (na zdjęciach widoczne są jeszcze chińskie półprodukty XLR-podobne). Czasami oszczędność nie popłaca.